Skip to content
Okulary Na Świat
Menu
  • Strona główna
  • O nas
  • Tu i tam
    • Afryka
      • Egipt
    • Ameryka Północna
      • Meksyk
    • Azja
      • Arabia Saudyjska
      • Indonezja
      • Izrael
      • Malezja
      • Singapur
      • Tajlandia
      • Turcja
      • Wietnam
      • ZEA
    • Europa
      • Anglia
      • Belgia
      • Chorwacja
      • Czechy
      • Estonia
      • Francja
      • Grecja
      • Holandia
      • Łotwa
      • Macedonia
      • Polska
        • Małopolskie
        • Podkarpackie
        • Pomorskie
        • Wielkopolskie
      • Rumunia
      • Słowacja
      • Węgry
  • Lifestyle
    • Inspiracje
    • Hotele
    • Pyszności
    • Projekt: rodzina
      • z Afryki
      • z Ameryki Północnej
      • z Ameryki Południowej
      • z Azji
      • z Europy
    • Recenzje książek
    • Recenzje linii lotniczych
    • W podróży z dzieckiem
  • Tanie latanie
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Polski
  • English
Menu
książki o afryce

Najlepsze książki, których akcja dzieje się w Afryce

Posted on 2022-04-142022-04-14 by OkularyNaŚwiat

Afryka jest kontynentem mistycznym i dzikim, z krajobrazami zapierającymi dech w piersiach. Jest rajem dla fotografów i podróżników żądnych przygody. Historia Czarnego Lądu jest burzliwa, konfliktowa i dramatyczna.  Jeśli chcesz wzbogacić swoją wiedzę o enigmatycznej Afryce, koniecznie zainteresuj się książkami, których akcja rozgrywa się na tym drugim co do wielkości kontynencie na świecie. Poniżej znajdziecie nasze propozycje takiej literatury.
W naszym zestawieniu nie będzie książek o Egipcie, żeby nie powielać kontentu, Egipt został zakwalifikowany  do wpisu o TOP książkach o Bliskim Wschodzie (link TUTAJ).
Kolejność tytułów jest przypadkowa.

  • „Trzy filiżanki Etiopii” – Wojciech Bobilewicz

Książka łączy w sobie przewodnik i wciągającą opowieść autora po fascynującej Etiopii. Etiopia to nie tylko „kraj głodujących dzieci”, w którym panuje nędza i ubóstwo. Wojtek pokazuje nam kulturowe bogactwo, zachwycającą  faunę i florę oraz gościnność mieszkańców Etiopii. Nie pomija trudnych tematów, bardzo zgrabnie je podnosi, ale nie bazuje na nich.

  • „Kwiat pustyni” – Waris Dirie, Cathleen Miller

„Kwiat pustyni” to autobiografia Waris Dirie, somalijskiej kobiety, która jest gotowa przeciwstawić się okrutnej tradycji obrzezania kobiet. Somalijka przeżyła koszmar obrzezania, w bardzo młodym wieku uciekła od rodziny, ponieważ ta chciała ją wydać za dużo starszego mężczyznę, który zapłacił za nią paroma zwierzętami. Okaleczanie kobiet to proceder o którym świat zapomniał, a Waris – znana modelka z lat 90′ – o nim przypomina. Ta książka to wezwanie do walki o prawa człowieka. 

  • „Pożegnanie z Afryką” – Karen Blixen

Książka jest zbiorem wspomnień Karen z czasów, kiedy razem z mężem mieszkała na farmie w Kenii.  Pomimo tego, że książka została pierwszy raz wydana przed II Wojną Światową – a świat wtedy znacząco różnił się od dzisiejszego – to jest łatwa w czytaniu. To sielankowa lektura z nutką nostalgii. To, co może uwierać w książce to fakt, ze jest ona osadzona w niechlubnych dla Europy czasach kolonialnych i ta kolonialna mentalność jest bardzo widoczna na kartach książki.  Ale Blixen mocno też podkreśla swoją fascynację Afryką, jej przyrodą jak i ludźmi. Barwne opisy przyrody, zwierząt, krajobrazu sprawiają, że w wyobraźni od razu pojawiają się przepiękne, żywe obrazy.

  • „Biała Masajka” – Corrine Hofmann

Fabuła książki może zabrzmieć jak taniej klasy romans – biała kobieta wyjeżdża na wakacje do Kenii, zauważa tam mężczyznę, w którym się zakochuje. Po powrocie do Szwajcarii decyduje się na ponowny lot na Czarny Ląd. Jej celem jest odszukanie mężczyzny. Słabe, co? Ale ta historia wydarzyła się naprawdę. Corrine przeniosła się na 4 lata do Kenii i znalazła swój obiekt westchnień. Poślubiła Masaja, urodziła mu córkę i mieszkała w chatce ulepionej z krowiego nawozu. Decyzja podjęta pod wpływem impulsu kosztowała Europejkę utratę zdrowia, a różnice kulturowe dały jej się we znaki. Ciekawa, pisana lekkim piórem książka, bez szczęśliwego zakończenia.

  • „Karamoja. Ostatni wojownicy” – Robert Ziółkowski

Robert Ziółkowski jest byłym policjantem, który wielokrotnie odwiedza Afrykę i nigdy nie ma jej dość. Można powiedzieć, że na Czarnym Lądzie zostawił kawałek swojego serca. Sam zwierza się, że wraca tam wtedy, kiedy odczuwa taką potrzebę. Robert wybiera się do Ugandy, żeby dowieźć swoim przyjaciołom leki dla zwierząt. Dzięki temu zbodywa szacunek plemienia z północnych rejonów kraju. Może przez jakiś czas obserwować  codzienne życie Karamoja i dzielić się na stronach swojej książki tym, czego doświadczył.  Autor nie pomija ważnych tematów związanych z wciąż praktykowanym zwyczajem obrzezania dziewczynek (pomimo, że jest to karane), wszechwładzą wojska, korupcją i prostytucją. Robert prezentuje też świetne poczucie humoru – twardy facet, który nie lubi owijania w bawełnę i nie dba o poprawność polityczną.  Tematyka książki i plastyczny język autora sprawiają, że ta pozycja jest warta uwagi, jeśli chesz poczytać o prawdziwym, aczkolwiek prawie nieosiągalnym miejscu w Ugandzie.

Książkę można kupić TUTAJ.Karamoja. Ostatni wojownicy

  • „Uganda. Jak się masz, muzungu?” – Michał Kruszona

Książka Michała ma dwa oblicza: z jednej strony przedstawia osobę, która kawałek serca zostawiła w Ugandzie. Ciekawie opisuje Kampalę (stolicę Ugandy), przyrodę, podnosi temat HIV, edukacji i życia ugandyjskiego społeczeństwa w małych wioskach. Opisy są fascynujące i czasami też przerażające (np. informacja o zabójstwach małych dzieci, które są tracone dlatego, iż wierzy się w ich złe moce, albo o bezproblemowej możliwości wypożyczenia broni). I ta część książki jest naprawdę intrygująca, można z niej wyciągnąć sporo wiedzy. Drugie obliczne książki dość obrazowo przedstawia życie osobiste autora i jego partnera podróży – Roberta. Ta część jest dużo mniej porywająca. Chwilami nawet denerwuje czytelnika – bo co nas obchodzi to, jakie „nieładne rzeczy” ktoś robił w Afryce? W tym momencie ulatuje też sympatia do autora, który zdaje się trochę spychać większość „nieładnych rzeczy” na swojego kumpla. Oczywiśćie każdy podróżuje tak jak lubi i opisuje to, co dla niego jest ważne, ale ta część zupełnie do nas nie trafiła.

Książkę można kupić TUTAJ.Uganda. Jak się masz, muzungu?

  • „Spoko Maroko, dalsze porady dla podróżnika” – Pepe Piasecki

Dość intrygujące zdanie na tylnej stronie okładki – Każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej powinien obligatoryjnie spędzić dwa tygodnie w Maroku na koszt podatnika. Wtedy, po powrocie wszystko mu się już będzie w naszej ukochanej Ojczyźnie podobać… Czy naprawdę nawet krótki pobyt w Maroko  i zderzenie się z odmienną kulturą i mentalnością mieszkańców może tak diametralnie zmienić światopogląd człowieka?  Jeśli poczytamy o naciągaczach z taksówek, z którymi Pepe musi się mierzyć w prawie każdym dniu swojej podróży i mistrzach handlu, którzy nieświadomym turystom potrafią sprzedać wszystko za krocie, to ochota na samodzielne zwiedzanie Maroka może faktycznie zniknąć.  Z drugiej strony chęć przeżycia czegoś niesamowitego, co pozostanie w naszej pamięci na długi czas, może być motorem napędowym do spędzenia czasu w kraju Maghrebu. A- jak pokazuje autor- orientalny świat jest na wyciągnięcie ręki. Nawet dla osoby, która nie mówi biegle po angielsku i nie ma zasobnego portfela. Pepe na pierwszej stronie książki pisze zachęcająco – Masz więcej niż jedno życie. Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że mamusia ponownie cię nie urodzi. 

Książkę można kupić TUTAJ.Spoko Maroko

  • „Dzisiaj narysujemy śmierć” – Wojciech Tochman

Ludobójstwo w Rwandzie to tragedia, o której przez długi czas wiedzieliśmy tyle, że faktycznie był konflikt między plemionami Hutu i Tutsi. Wojciech w swoim reportażu ukazuje szczegóły wojny domowej – brutalnej, przerażającej, emocjonalnie torturującej. To książka, która boli i kaleczy. Tak samo jak  kwiecień, maj i czerwiec 1994 r. w Rwandzie. Przez sto dni zabijano tam dziesięć tysięcy ludzi dziennie, czterystu w ciągu godziny, siedmiu w ciągu minuty. To jedna z tych książek, które powodują ciary na plecach. Można byłoby powiedzieć „było-minęło”, ale właśnie tak nie jest. Ludzie odczuwają konsekwencje ludobójstwa do dzisiaj – Ci, którym cudem udało się przeżyć. Oni nadal pamiętają piekło.  „Wojny domowe są dużo gorsze od zwykłych wojen. Bo też nie ma większej nienawiści niż zrodzona z bliskości.”

A jakie są Twoje ulubione książki o Afryce? Napisz w komentarzu 🙂

Wróć

____________________________________________________________________________________________________________
  • Hotele dla rodzin z dziećmi w Turcji
    Najlepsze hotele dla rodzin z dziećmi w Turcji
  • Wycieczki dla rodzin z dziećmi w Side
    Najlepsze wycieczki dla rodzin z dziećmi w Side
  • wycieczki dla rodzin z dziećmi w Hurghadzie
    Najlepsze wycieczki dla rodzin z dziećmi w Hurghadzie
  • wycieczki dla rodzin w Dubaju
    Najlepsze wycieczki dla rodzin z dziećmi w Dubaju

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polub nas na facebooku

Śledź nas na Instagramie

🏚️ Osiedle Przyjaźń – czyli warszawska kapsuła cza 🏚️ Osiedle Przyjaźń – czyli warszawska kapsuła czasu.

Tu czas się zatrzymał - drewniane domki, ciche podwórka i malownicze werandy, które widziały więcej niż niejeden monitoring. 
Zamiast szklanego biurowca – zielony domek z kotem na dyżurze. Zamiast parkomatu – zaparkowany skuter z duszą. A zamiast bramy z domofonem – pies z noskiem wystawionym pod furtkę 🙂

Kiedyś tymczasowe miasteczko dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury, dziś – pełnoprawna stolica drewnianego klimatu i niezamierzonych sentymentów.
#warszawa #osiedleprzyjaźń #osiedleprzyjazn #drewnianedomki #drewnianedomy #atrakcjewarszawa
🧶 Praga się wydziarała… tzn. wydziergała! 🧶 Warsz 🧶 Praga się wydziarała… tzn. wydziergała! 🧶

Warszawska Praga. Miejsce, gdzie czasem trudno odróżnić sztukę uliczną od sabatu miejskich dziwadeł.  To tutaj słupki – TE nudne, czarne, uliczne kikutki – postanowiły wyjść z cienia i… założyć swetry. A efekt? Każdy słupek ma więcej osobowości niż niejeden kandydat w wyborach samorządowych.

Baby Yoda? Jest. Minionek? Oczywiście. Kicia Kocia? A jakże. Fortepian w rozmiarze słupkowym? Czemu nie!
Są też paski, kropki, kwiatki i podejrzane stworzenia przypominające wełniane kaktusy po LSD. 

I nie pytaj, czy to sztuka – to Praga.

Praga się nie zmienia. Praga się rozwija – z pętelki na pętelkę.

📍ul. Kawęczyńska, Warszawa##

#warszawa #warszawapraga #warszawazdzieckiem #warszawazdziećmi #warszawa_warsaw #pragapołudnie #atrakcjewarszawa #atrakcjewarszawy
W Dubaju wszystko musi być większe - nawet chwasty W Dubaju wszystko musi być większe - nawet chwasty :)

W samym sercu Dubaju, tuż obok Burdż Chalifa, można natknąć się na gigantyczne dmuchawce. Nie, nie rosną tutaj naturalnie. To rzeźba polskiego artysty Mirka Struzika(tak, dobrze czytacie – Mirek to Polak, który zrobił Dubajowi łąkę:)). Jego gigantyczne dmuchawce wyglądają, jakby ktoś wziął zwykłe polne rośliny i wrzucił je do laboratorium, w którym inżynierowie Dubaju projektują kolejne megastruktury. Efekt? Futurystyczna łąka ze stali nierdzewnej, podświetlona w taki sposób, że wieczorem wygląda jak scenografia do filmu science fiction.

Jeśli Dubaj ma jedną zasadę, to brzmi ona: rób wrażenie. I dmuchawce Mirka Struzika doskonale wpisują się w tę filozofię.

#dubaj #dmuchawcedubaj #dzieckowdubaju #dubajzdzieckiem #dubaj🇦🇪 #mirekstruzik #polacywpodróży #polacywdubaju #burdżchalifa #burdzchalifa
Nasz trzeci raz w Dubaju. Trzydniowy stop w drodze Nasz trzeci raz w Dubaju. Trzydniowy stop w drodze do Wietnamu. Gdzie się zatrzymać? Braliśmy pod uwagę dwie opcje: Deirę – starą, handlową część Dubaju, oraz Szardżę – sąsiedni emirat, który jest tańszy, ale jednocześnie konserwatywny i mniej „dubajski”. Ostatecznie wygrała Deira – bo blisko lotniska i bardziej autentyczna.
 

Deira – Dubaj, który oddycha, a nie tylko błyszczy🫚🧄🧅

Jeśli wasza wizja Dubaju to jedynie szklane wieżowce, złote klamki i klimatyzowane przystanki autobusowe, to Deira może was zdziwić. To tutaj miasto naprawdę żyje. Nie w Instagramowym sensie „wow, patrzcie na ten infinity pool”, ale w rzeczywistości – w wąskich uliczkach, przy zatłoczonych bazarach, w zapachu świeżego chleba i przypraw.

Wielu uważa Deirę za „mniej bezpieczną”, co w języku turystów oznacza zazwyczaj: jest tam taniej i bardziej autentycznie. W rzeczywistości nie czuliśmy się tu ani trochę zagrożeni – może poza chwilą, gdy sprzedawca perfum próbował przekonać nas, że jego zapach „trzyma się dwa tygodnie” 😉

Kto mieszka w Deirze? 👳‍♂️🧕

Deira to Dubaj imigrantów. Mieszka tu głównie ludność pochodząca z Indii, Pakistanu, Bangladeszu, Filipin i Afryki Wschodniej. To oni od dekad tworzą to miasto – prowadzą sklepy, smażą najlepsze samosy w okolicy i zarządzają biznesami, które pozwoliły Dubajowi stać się tym, czym jest. 

Abra – najtańsza atrakcja Dubaju🚣

Jedną z największych atrakcji Deiry jest przeprawa przez zatokę Dubai Creek. I tu wchodzi ona – cała na drewniano – abra. To tradycyjna łódka, którą od wieków mieszkańcy Dubaju przemieszczali się między Deirą a Bur Dubai. Koszt tej przygody? 2 dirhamy (czyli jakieś 2,20 zł). Tak, w Dubaju nadal istnieje coś, co kosztuje mniej niż batonik w automacie. 

Przejazd trwa dosłownie kilka minut, ale to wystarczy, by poczuć klimat dawnego Dubaju. 

#dubaj #dubajzdzieckiem #deira #deirazdzieckiem #dubaicreek #dubaj🇦🇪 #emiratyarabskiedlapolaków #dubajdlapolaków #dubajewo #dzieckowdubaju #abra #abradubaj
Ile kosztuje dostanie się do Wietnamu? Podzielimy Ile kosztuje dostanie się do Wietnamu? Podzielimy się naszymi kosztami i przemyśleniami, ale zaznaczamy: byliśmy uwiązani terminami, więc niektóre decyzje można było zorganizować taniej. Mediana? Zazwyczaj wychodzi drożej. A my? No cóż, złapaliśmy kilka okazji, ale i kilka wpadek. Oto jak to wyglądało.

Loty – czyli jak nie zbierać mil🛫

Nasza podróż rozpoczęła się od lotu do… Dubaju. Dlaczego? Bo promocje kuszą. Turkish Airlines miało wtedy świetną ofertę – bilety w dwie strony za 1150 PLN na osobę, z bagażem rejestrowanym i posiłkiem na pokładzie. Brzmiało jak marzenie, prawda? Tym bardziej że zbieramy punkty Miles & More. 
Niestety, jak się później okazało, w zakupionej przez nas taryfie punkty nie są naliczane. Brawo my 🙂

Na dokładkę czekała nas sześciogodzinna przesiadka w Stambule. Czy można to było zorganizować lepiej? Pewnie. Ale przynajmniej odkryliśmy pro tip: jeśli macie przesiadkę dłuższą niż 5 godzin, Turkish Airlines oferuje darmowy posiłek na lotnisku. Wystarczy udać się do Care Pointu i poprosić o voucher – dostaniecie kupon na posiłek z napojem do wykorzystania w jednej z restauracji. Biorąc pod uwagę ceny na lotnisku w Stambule (jedna kanapka Big Mac za 62 PLN, serio?), to jest game changer.

Dubaj – trzy dni błyskotek🏙️🇦🇪

W Dubaju spędziliśmy trzy dni. Nie będziemy się rozpisywać, bo Dubaj to Dubaj: błysk, przepych i klimatyzacja ustawiona na „syberyjski mróz”. Naszym następnym krokiem był lot Cathay Pacific do Wietnamu – dokładnie do Ho Chi Minh.

Lot do Wietnamu ✈️🇻🇳

Za bilet w dwie strony z Dubaju do Ho Chi Minh zapłaciliśmy 1450 PLN na osobę. Cena obejmowała bagaż rejestrowany i posiłek, a Cathay Pacific, linie z Hongkongu, zadbały o nasz komfort. W Hongkongu mieliśmy kilkugodzinną przesiadkę i ambitny plan: szybkie zwiedzanie. Niestety, plan rozbił się o deszczową rzeczywistość i naszą walkę z jet lagiem. Zamiast eksploracji miasta wybraliśmy siedzenie na lotnisku.

#wietnam #lotydowietnamu #vietnam #turkishaitlines #cathaypacific #lotniczetipy #taniebiletydoazji #taniebiletydowietnamu #biletydosajgonu
Instytut Oceanografii w Nha Trang, jedno z najstar Instytut Oceanografii w Nha Trang, jedno z najstarszych centrów badawczych w Wietnamie, zaprasza na niezwykłą podróż w głąb oceanu. A dokładniej – w głąb starego budynku pełnego ryb, formaliny i lekkiego chaosu. Brzmi jak coś dla was? No to zaczynajmy!

Wchodzimy do środka. Tutaj zaczyna się prawdziwa podróż, która bardziej przypomina wycieczkę do muzeum z czasów naszego dzieciństwa niż nowoczesne centrum edukacyjne.

Co znajduje się wewnątrz?🐠🦈🐙🪼
 • Akwaria – kilka pomieszczeń z małymi zbiornikami, w których pływają ryby, koralowce, a czasem coś, co wygląda jak mieszanka obu. Nie spodziewajcie się oceanicznego spektaklu na miarę dubajskiego akwarium – to raczej skromna prezentacja lokalnej fauny morskiej. 
 • Wypchane stworzenia morskie – tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Rekiny, żółwie, a nawet wieloryby w wersji „po życiu” czekają na was w szklanych gablotach. Niektóre eksponaty są imponujące, inne wyglądają, jakby miały za sobą długą i bolesną podróż przez czas. 
 • Zbiory w formalinie – jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda ośmiornica w słoju, to macie okazję się przekonać. Kolekcja jest imponująca, ale trochę przypomina gabinet osobliwości z XIX wieku. Może i niezbyt nowoczesne, ale na pewno oryginalne.

Ile to kosztuje?💵
Wstęp kosztuje zaledwie 40 000 VND (około 7 zł) za osobę dorosłą i 20 000 VND (około 3,5 zł) za dziecko.

Jak się tam dostać?🚍🛵
Instytut znajduje się około 6 km od centrum Nha Trang. Najłatwiej dojechać  taksówką. Jeśli wolicie spacer, przygotujcie się na trochę wysiłku w tropikalnym słońcu (przetestowane). Fajnie idzie się plażą. Później, na ostatnie km, lepiej wziąć taksówkę.

#nhatrang #nhatrangvietnam #nhatrangzdzieckiem #wietnamzdzieckiem #polacywwietnamie #muzeumwwietnamie #wietnamskie #wietnam2024 #urlopwwietnamie #wakacjewwietnamie
W cieniu betonowych hoteli i gwaru skuterów w Nha W cieniu betonowych hoteli i gwaru skuterów w Nha Trang, znajdujemy Świątynię Long Son – miejsce, które łączy duchowość, architekturę i odrobinę wysiłku fizycznego.

Świątynia Long Son, znana także jako Pagoda Białego Buddy, została zbudowana pod koniec XIX wieku, choć obecny wygląd to efekt wielu remontów. 

Aby dotrzeć do najsłynniejszego punktu Long Son – wielkiego, siedzącego Białego Buddy – musimy wspiąć się po 152 schodach. Brzmi niewinnie? Poczekaj, aż poczujesz wietnamską wilgotność. 

Po drodze zatrzymujemy się przy Leżącym Buddzie - i tak, jest tak spokojny, jak tylko można sobie wyobrazić. Posąg przedstawia Buddę w momencie nirwany – czyli w stanie, który można osiągnąć, gdy przestajesz przejmować się szaleńczym ruchem w Nha Trang. To świetny moment, by złapać oddech (lub wymyślić pretekst, żeby już nie iść dalej).

Na szczycie wzgórza czeka na nas nagroda: gigantyczny, 24-metrowy posąg siedzącego Buddy Gautamy na lotosowym tronie. Widoczny z wielu części miasta, ten posąg jest nie tylko symbolem Long Son, ale też Nha Trang jako całości.

#wietnam #nhatrang #nhatrangzdzieckiem #świątyniawnhatrang #wakacjewwietnamie
Po dotarciu kolejką linową (tak, tą jedną z najdłu Po dotarciu kolejką linową (tak, tą jedną z najdłuższych nad wodą – 3,3 km), stajemy na ziemi Hon Tre i mamy ochotę krzyknąć „wow”. 
Palmy, szerokie chodniki, perfekcyjnie ułożona kostka i uśmiechnięta obsługa w firmowych uniformach. Ale zaraz… Gdzie ci wszyscy ludzie? Mimo popularności miejsca, wydaje nam się, że spacerujemy po lekko opustoszałym planie filmowym.

Po jakimś czasie spędzonym w kraju, gdzie skutery to przedłużenie nóg, a przepisy ruchu drogowego są raczej sugestią a nie regułą, Hon Tre jawi się nam jako dziwna, niemal surrealistyczna oaza. Wyobraź sobie – ani jednego skutera! Żadnych trąbiących klaksonów, żadnego ryzyka, że wjedzie w Was skuterzysta, który jednocześnie rozmawia przez telefon, wiezie dwie osoby oraz kurczaka w klatce. W zamian dostajemy chodniki. Tak, chodniki – i to takie, po których naprawdę można chodzić.

Nie ma się co oszukiwać – Hon Tre to miejsce, gdzie ryzyko zostało wyeliminowane do zera. Chcesz przejść przez ulicę? Proszę bardzo, nie ma ulic. Masz ochotę na dreszczyk emocji? Musisz poszukać go w parku rozrywki VinWonders, bo spacerując po wyspie, możesz co najwyżej potknąć się o własną nogę.

Hon Tre to Wietnam na sterydach – piękny, idealny, ale trochę… sztuczny:)

#wietnam #wietnamzdzieckiem #wyspawietnam #nhatrangatrakcje #hontre #hontre
Instagram

Dołącz do naszej grupy na FB: Tanie loty i wczasy – same rarytasy :)

grupa na fb
© 2026 Okulary Na Świat | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme