Skip to content
Okulary Na Świat
Menu
  • Strona główna
  • O nas
  • Tu i tam
    • Afryka
      • Egipt
    • Ameryka Północna
      • Meksyk
    • Azja
      • Arabia Saudyjska
      • Indonezja
      • Izrael
      • Malezja
      • Singapur
      • Tajlandia
      • Turcja
      • Wietnam
      • ZEA
    • Europa
      • Anglia
      • Belgia
      • Chorwacja
      • Czechy
      • Estonia
      • Francja
      • Grecja
      • Holandia
      • Łotwa
      • Macedonia
      • Polska
        • Małopolskie
        • Podkarpackie
        • Pomorskie
        • Wielkopolskie
      • Rumunia
      • Słowacja
      • Węgry
  • Lifestyle
    • Inspiracje
    • Hotele
    • Pyszności
    • Projekt: rodzina
      • z Afryki
      • z Ameryki Północnej
      • z Ameryki Południowej
      • z Azji
      • z Europy
    • Recenzje książek
    • Recenzje linii lotniczych
    • W podróży z dzieckiem
  • Tanie latanie
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Polski
  • English
Menu
książki o półwyspie arabskim

TOP książki o Bliskim Wschodzie

Posted on 2021-05-172021-11-01 by OkularyNaŚwiat

Bliski Wschód obejmuje 17 krajów: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Cypr, Egipt, Irak, Iran, Izrael, Palestyna, Jemen, Jordanię, Katar, Kuwejt, Liban, Oman, Syrię, Turcję i Zjednoczone Emiraty Arabskie. O ile Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja, Izrael, Palestyna, Egipt i Cypr są bardzo modnymi kierunkami turystycznymi, to reszta krajów tego regionu wciąż jest owiana tajemnicą. Bliski Wschód jest dla nas synonimem wojny, konfliktów i dramatycznych wydarzeń. Poniżej przedstawiamy nasze ulubione książki o życiu na tym enigmatycznym kawałku globu.

Kolejność książek jest przypadkowa.

Zjednoczone Emiraty Arabskie

  • „Dubaj. Prawdziwe oblicze” – Jacek Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz – podróżnik, eksplorator, trener survivalu. Postać kojarzona z wyprawami w najdalsze zakątki globu, odkrywca, który unika utartych szlaków. Ta podróż jest inna, przełomowa i rodzinna – po kilkudziesięciu latach małżeństwa w końcu zabiera swoją żonę Lindę w podróż, do ociekającego luksusem Dubaju. Przepych, bogactwo i splendor tego miejsca powalają z nóg. To miejsce ze swoją fantastyczną i niesamowitą otoczką, przyćmiewa to, co na pierwszy rzut oka staje się niezauważalne Mało kto zadaje sobie pytanie – Jak to się stało, że Dubaj wspiął się na sam szczyt? Co kryje się za potęgą tego miasta? Jacek żołnierskim językiem odsłania przed nami prawdziwe Królestwo Pozorów. Warto się zapoznać z ciemną stroną tego emiratu –  niewolnictwem, cenzurą, szemranymi interesami. W książce jest też sporo informacji na temat historii tego młodego kraju i doskonale przedstawione tło społeczne. W tej lekturze nie ma poprawności politycznej, co ma duży plus.

Książkę można kupić TUTAJ.

  • „Beduinki na Instagramie. Moje życie w Emiratach” – Aleksandra Chrobak

Książka Aleksandry Chrobak to relacja Polki, która od kilku lat mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ola lekkim językiem pisze o urokach i cieniach życia w Abu Zabi. Fajne jest to, że nie ulega i nie powiela stereotypu biednej Arabki, która jako kobieta nie ma żadnych praw. Zupełnie inna perspektywa spojrzenia na Półwysep Arabski, gdzie głęboko zakorzeniona tradycja i światopogląd dawnych Beduinów przeplatają się z nowoczesnością. 

  • „Jak podrywają szejkowie” – Marcin Margielewski

Tytuł trochę zwodny, bo szejkowie nie podrywają, tylko… kupują. Książka Marcina Margielewskiego odsłania bezwzględną rzeczywistość nocnego życia książąt i szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rzeczywistość ta jest skrywana za ścianami luksusowych hoteli, wypasiastych apartamentów i dyskotek. Książę Abed, syn jednego z arabskich szejków, będąc pod opieką swojego kuzyna Wasima, odkrywa świat, w jakim za pieniądze można kupić niemal wszystko. Szejk na kolejnych spotkaniach z polskim dziennikarzem, opowiada o swoim życiu, w którym przewijały się dwie pasje – piękne kobiety i piękne konie. Bardzo zaskakująca jest końcówka książki. W pierwszym momencie pomyślałam – Takie zakończenie nie jest możliwe, ten wątek jest podkręcony! Dopiero czytając drugą książkę Marcina („Zaginione arabskie księżniczki”), w której był przedstawiony podobny motyw, z tym że bardziej medialny i można było wygooglować prawdziwość tych informacji, zmieniłam zdanie. W jednym człowieku mogą być  dwie niezależne osobowości.

Arabia Saudyjska

  • „Zaginione arabskie księżniczki” – Marcin Margielewski

Książka o księżniczkach z Arabii Saudyjskiej, które zginęły w niewyjaśnionych okolicznościach, bo chciały być wolne. Życie księżniczek kojarzy nam się zazwyczaj z baśniami, jednak życie w „złotych klatkach” na arabskich dworach wcale nie jest takie kolorowe. W tej książce Marcina Margielewskiego słowo „księżniczka” jest synonimem ogromnego cierpienia. Jak to jest, że w XXI wieku kobiety giną bez śladu i nikt nie próbuje ich nawet szukać? Historie opowiedziane przez człowieka, który przez lata pracował na dworach saudyjskich władców. Najbardziej szokująca dla mnie była opowieść o byłym królu Arabii Saudyjskiej. Król Abdullah (zm. 2015) w Polsce jest znany jako fundator operacji rozdzielenia bliźniaczek syjamskich z Janikowa, Darii i Olgi Kołacz (3 stycznia 2005 roku). Ówczesny następca tronu zaprosił siostry z ich matką do Arabii Saudyjskiej i w całości pokrył koszty skomplikowanej operacji. Piękny gest, prawda? Ale ten sam człowiek przez ponad dekadę więził swoje 4 dorosłe córki, głodził, odmawiał nawet wody. W mediach pojawił się apel zrozpaczonych dziewczyn o pomoc. A to tylko jedna z wielu okrutnych sytuacji, o jakich można przeczytać w książce.

  • „Jestem Saudyjką” – Nicola Sutcliff

Nicola zatrudnia się na pierwszym uniwersytecie dla kobiet w Arabii Saudyjskiej. Kiedy w mediach dominuje negatywny obraz Arabii Saudyjskiej, a w szczególności wałkowany jest temat uciemiężonych tam kobiet, Brytyjka postanawia właśnie im oddać głos. Nicola przemierzyła krajobraz w poszukiwaniu wielu różnych głosów. Rozmawia między innymi z Beduinką, projektantką mody, dziennikarką, uciekinierką, studentką, sprzątaczką i modelką. Książka ukazuje bardzo, bardzo, szeroki przekrój kobiet, żyjących we współczesnej Arabii Saudyjskiej. Każda sekcja wywiadów jest przeplatana rozdziałami dotyczącymi tła historycznego i kulturowego. Takie uszczegółowienie tematu pomaga w zrozumieniu wielu kwestii. Populację Arabii Saudyjskiej jeszcze 50 lat temu w połowie stanowili Beduini i rolnicy. Dzisiaj ponad 85% społeczeństwa mieszka w nowoczesnych miastach – jaka szybka transformacja! Kobiety zatem mają bardzo różne doświadczenia, historie i spojrzenie na swoje role. Da się  jednak poszukać wspólny dla nich „mianownik” – to rodzina i gościnność. 

Książkę można kupić TUTAJ.Jestem Saudyjką

  • „Urodziłam dziecko szejka” – Marcin Margielewski

„Urodziłam dziecko szejka” to kolejna książka Marcina Margielewskiego, w której został podjęty trudny temat. Do tej pory Marcin głównie ujawniał brutalność arabskich mężczyzn i to w jak obrzydliwy sposób wykorzystywali oni swoją pozycję i majątek. Tutaj autor pokazuje intrygi arabskiej kobiety, która za wszelką cenę próbuje zaspokoić oczekiwania społeczne. Nasza rodaczka, Ola, wyjeżdża do pracy w szpitalu w Dubaju. Po jakimś czasie rezygnuje z wakatu jako pielęgniarka na oddziale onkologicznym dla dzieci. Zatrudnia się jako opiekunka do niepełnosprawnej dziewczynki w Rijadzie. W Arabii Saudyjskiej okazuje się, że pani domu ma dla niej zupełnie inne zadanie niż to, na które wskazywał kontrakt. Dziewczyna jest ofiarą wybornie dopracowanej pułapki arabskiej matrony. Jest to bardzo ciężka i przytłaczająca książka. Czasami ma się wrażenie, że jest to fikcja. Że człowiek dla człowieka nie może być aż tak okrutny i że kobieta kobiecie nie może wyrządzić aż tyle zła. To zupełnie inny obraz muzułmanek niż ten, który mamy w głowach – albo uciśnionych, albo tych, które próbują się realizować w kraju, w którym nie jest to łatwe. To odsłona osobowości wyzutej z jakiejkolwiek empatii i uczuć. To przykład tego, że religia, nawet najbardziej wymagająca nie zawsze idzie w parze z etyką.

Książkę można kupić TUTAJ.Urodziłam dziecko szejka

  • „Koszmar arabskich służących” – Marcin Margielewski

„Koszmar Arabskich służących” zaczyna się… na Bali początkiem XXI wieku. Eka opowiada historię swojej rodziny – okoliczności śmierci jej ojca, kiedy ta była małą dziewczynką i matki, która została sama z czwórką dzieci. Mama Eki dzielnie dawała sobie radę, wychowując i otrzymując swoje potomstwo. Zarabiała na chleb jako masażystka do czasu  ataków terrorystycznych, które miały miejsce w Kucie w październiku 2002 roku. W zamachach zginęło wielu Australijczyków, Indonezyjczyków, Anglików, ale także jedna obywatelka Polski – Beata Pawlak (dziennikarka i reporterka). Skutki ataków były bardzo dotkliwe dla gospodarki wyspy, której rozwój w dużym stopniu zależał od turystyki. Turyści przestali odwiedzać Bali, a  mama Eki stała się bezrobotna. Razem ze swoją siostrą zdecydowały się wyjechać w celach zarobkowych do Arabii Saudyjskiej, wierząc, że jadą pracować do hotelu jako masażystki. Rzeczywistość jednak okazała się inna. „Koszmar arabskich służących” to książka opisująca współczesne niewolnictwo i handel ludźmi (system Kafala), obnaża Arabię Saudyjską z absurdów. Marcin wspomina też medialne przypadki, w których służące na Bliskim Wschodzie brutalnie ginęły z rąk swoich pracodawców -i to wszystko nie są opisy średniowiecznych praktyk, tylko tego, co dzieje się w XXI wieku. To piekielny koszmar ludzi z ubogich krajów, od którego wielu odwraca głowę. Książka doskonale obrazuje to, że bogactwo krajów arabskich, którym tak łatwo jest się zachłysnąć, często jest okupione czyjąś krwawicą.

Książkę można kupić TUTAJ.

  • „Swoją drogą” – Tomek Michniewicz

 Tomek proponuje 3 bliskim sobie osobom podróż w dowolne miejsce na kuli ziemskiej. Decyzja musi być podjęta na już. Jego żona wybiera Arabię Saudyjską. Tomek jak obiecał, tak zrobił – zabrał swoją drugą połówkę w podróż do tego tajemniczego kraju. Autor nie jest dobrym pisarzem… on jest po prostu rewelacyjny w przelewaniu swoich myśli na papier. Wyjaśnia, przekazuje sporo ciekawostek, mówi o przyczynach pewnych obyczajów i praw. I najważniejsze – nie wartościuje swoich spostrzeżeń. 

Jemen

  • „Polowanie na lisy” – Mohammed Al.-Shinawi

 Zagłębiając się w autobiografię Al.-Shinawiego nasunęło mi się pytanie następujące, bardzo banalne pytanie –  Czy potrafimy docenić to co nas otacza? To, że budzimy się rano, wychodzimy na spacer i w spokoju możemy wykonywać nasze codzienne prace oraz oddawać się przyjemnościom. Są na naszym świecie miejsca, gdzie codziennie zwykli ludzie walczą o przetrwanie. Gdzie brat zabija brata, w imię… no właśnie; w imię czego? Autobiografia Al.-Shinawiego ukazuje losy jego rodzinnego Jemenu u progu wojny domowej. Pokazuje też, a może przede wszystkim przemianę głównego bohatera, który wyrastał w atmosferze nienawiści do Żydów, a który stał się później największym orędownikiem przyjaźni i dialogu pomiędzy zwaśnionymi religiami. Książka pokazuje również czym jest prawdziwa przyjaźń i bezwarunkowa miłość do bliźniego. Czyta się ją jednym tchem i jest to zdecydowanie pozycja, która skłania do refleksji nad naszym nierównym światem.

Książkę można kupić TUTAJ.Polowanie na lisy

Irak

  • „Moje życie z Saddamem” – Parisoula Lampsos, Lena Katarina Swanberg

Saddam Husajn to iracki demon naszych czasów. Odkąd został schwytany i stracony w 2006 roku, niewiele mówi się o tym tyranie. Nie mówi się już też o jego dwóch synach, którzy również byli zwyorodnialcami i mordercami. Udaj i Kusaj już jako dzieci uczestniczyli w egzekucjach przeciwników reżimu, na którego czele stał ich ojciec. Książka Greczynki to opowieść o relacjach, jakie łączyły ją z irackim dyktatorem, ale też o tym, jak zmienił się Irak pod rządami rosnącego w siłę Saddama. Pari poznała Husajna, kiedy nie był jeszcze dyktatorem, ale zajmował stanowisko w rządzącej Irakiem partii Baas.

A Wy macie swoje ulubione książki o Bliskim Wschodzie? Jeśli tak, podrzućcie nam tytuły w komentarzach :).

Wróć

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polub nas na facebooku

Śledź nas na Instagramie

🏚️ Osiedle Przyjaźń – czyli warszawska kapsuła cza 🏚️ Osiedle Przyjaźń – czyli warszawska kapsuła czasu.

Tu czas się zatrzymał - drewniane domki, ciche podwórka i malownicze werandy, które widziały więcej niż niejeden monitoring. 
Zamiast szklanego biurowca – zielony domek z kotem na dyżurze. Zamiast parkomatu – zaparkowany skuter z duszą. A zamiast bramy z domofonem – pies z noskiem wystawionym pod furtkę 🙂

Kiedyś tymczasowe miasteczko dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury, dziś – pełnoprawna stolica drewnianego klimatu i niezamierzonych sentymentów.
#warszawa #osiedleprzyjaźń #osiedleprzyjazn #drewnianedomki #drewnianedomy #atrakcjewarszawa
🧶 Praga się wydziarała… tzn. wydziergała! 🧶 Warsz 🧶 Praga się wydziarała… tzn. wydziergała! 🧶

Warszawska Praga. Miejsce, gdzie czasem trudno odróżnić sztukę uliczną od sabatu miejskich dziwadeł.  To tutaj słupki – TE nudne, czarne, uliczne kikutki – postanowiły wyjść z cienia i… założyć swetry. A efekt? Każdy słupek ma więcej osobowości niż niejeden kandydat w wyborach samorządowych.

Baby Yoda? Jest. Minionek? Oczywiście. Kicia Kocia? A jakże. Fortepian w rozmiarze słupkowym? Czemu nie!
Są też paski, kropki, kwiatki i podejrzane stworzenia przypominające wełniane kaktusy po LSD. 

I nie pytaj, czy to sztuka – to Praga.

Praga się nie zmienia. Praga się rozwija – z pętelki na pętelkę.

📍ul. Kawęczyńska, Warszawa##

#warszawa #warszawapraga #warszawazdzieckiem #warszawazdziećmi #warszawa_warsaw #pragapołudnie #atrakcjewarszawa #atrakcjewarszawy
W Dubaju wszystko musi być większe - nawet chwasty W Dubaju wszystko musi być większe - nawet chwasty :)

W samym sercu Dubaju, tuż obok Burdż Chalifa, można natknąć się na gigantyczne dmuchawce. Nie, nie rosną tutaj naturalnie. To rzeźba polskiego artysty Mirka Struzika(tak, dobrze czytacie – Mirek to Polak, który zrobił Dubajowi łąkę:)). Jego gigantyczne dmuchawce wyglądają, jakby ktoś wziął zwykłe polne rośliny i wrzucił je do laboratorium, w którym inżynierowie Dubaju projektują kolejne megastruktury. Efekt? Futurystyczna łąka ze stali nierdzewnej, podświetlona w taki sposób, że wieczorem wygląda jak scenografia do filmu science fiction.

Jeśli Dubaj ma jedną zasadę, to brzmi ona: rób wrażenie. I dmuchawce Mirka Struzika doskonale wpisują się w tę filozofię.

#dubaj #dmuchawcedubaj #dzieckowdubaju #dubajzdzieckiem #dubaj🇦🇪 #mirekstruzik #polacywpodróży #polacywdubaju #burdżchalifa #burdzchalifa
Nasz trzeci raz w Dubaju. Trzydniowy stop w drodze Nasz trzeci raz w Dubaju. Trzydniowy stop w drodze do Wietnamu. Gdzie się zatrzymać? Braliśmy pod uwagę dwie opcje: Deirę – starą, handlową część Dubaju, oraz Szardżę – sąsiedni emirat, który jest tańszy, ale jednocześnie konserwatywny i mniej „dubajski”. Ostatecznie wygrała Deira – bo blisko lotniska i bardziej autentyczna.
 

Deira – Dubaj, który oddycha, a nie tylko błyszczy🫚🧄🧅

Jeśli wasza wizja Dubaju to jedynie szklane wieżowce, złote klamki i klimatyzowane przystanki autobusowe, to Deira może was zdziwić. To tutaj miasto naprawdę żyje. Nie w Instagramowym sensie „wow, patrzcie na ten infinity pool”, ale w rzeczywistości – w wąskich uliczkach, przy zatłoczonych bazarach, w zapachu świeżego chleba i przypraw.

Wielu uważa Deirę za „mniej bezpieczną”, co w języku turystów oznacza zazwyczaj: jest tam taniej i bardziej autentycznie. W rzeczywistości nie czuliśmy się tu ani trochę zagrożeni – może poza chwilą, gdy sprzedawca perfum próbował przekonać nas, że jego zapach „trzyma się dwa tygodnie” 😉

Kto mieszka w Deirze? 👳‍♂️🧕

Deira to Dubaj imigrantów. Mieszka tu głównie ludność pochodząca z Indii, Pakistanu, Bangladeszu, Filipin i Afryki Wschodniej. To oni od dekad tworzą to miasto – prowadzą sklepy, smażą najlepsze samosy w okolicy i zarządzają biznesami, które pozwoliły Dubajowi stać się tym, czym jest. 

Abra – najtańsza atrakcja Dubaju🚣

Jedną z największych atrakcji Deiry jest przeprawa przez zatokę Dubai Creek. I tu wchodzi ona – cała na drewniano – abra. To tradycyjna łódka, którą od wieków mieszkańcy Dubaju przemieszczali się między Deirą a Bur Dubai. Koszt tej przygody? 2 dirhamy (czyli jakieś 2,20 zł). Tak, w Dubaju nadal istnieje coś, co kosztuje mniej niż batonik w automacie. 

Przejazd trwa dosłownie kilka minut, ale to wystarczy, by poczuć klimat dawnego Dubaju. 

#dubaj #dubajzdzieckiem #deira #deirazdzieckiem #dubaicreek #dubaj🇦🇪 #emiratyarabskiedlapolaków #dubajdlapolaków #dubajewo #dzieckowdubaju #abra #abradubaj
Ile kosztuje dostanie się do Wietnamu? Podzielimy Ile kosztuje dostanie się do Wietnamu? Podzielimy się naszymi kosztami i przemyśleniami, ale zaznaczamy: byliśmy uwiązani terminami, więc niektóre decyzje można było zorganizować taniej. Mediana? Zazwyczaj wychodzi drożej. A my? No cóż, złapaliśmy kilka okazji, ale i kilka wpadek. Oto jak to wyglądało.

Loty – czyli jak nie zbierać mil🛫

Nasza podróż rozpoczęła się od lotu do… Dubaju. Dlaczego? Bo promocje kuszą. Turkish Airlines miało wtedy świetną ofertę – bilety w dwie strony za 1150 PLN na osobę, z bagażem rejestrowanym i posiłkiem na pokładzie. Brzmiało jak marzenie, prawda? Tym bardziej że zbieramy punkty Miles & More. 
Niestety, jak się później okazało, w zakupionej przez nas taryfie punkty nie są naliczane. Brawo my 🙂

Na dokładkę czekała nas sześciogodzinna przesiadka w Stambule. Czy można to było zorganizować lepiej? Pewnie. Ale przynajmniej odkryliśmy pro tip: jeśli macie przesiadkę dłuższą niż 5 godzin, Turkish Airlines oferuje darmowy posiłek na lotnisku. Wystarczy udać się do Care Pointu i poprosić o voucher – dostaniecie kupon na posiłek z napojem do wykorzystania w jednej z restauracji. Biorąc pod uwagę ceny na lotnisku w Stambule (jedna kanapka Big Mac za 62 PLN, serio?), to jest game changer.

Dubaj – trzy dni błyskotek🏙️🇦🇪

W Dubaju spędziliśmy trzy dni. Nie będziemy się rozpisywać, bo Dubaj to Dubaj: błysk, przepych i klimatyzacja ustawiona na „syberyjski mróz”. Naszym następnym krokiem był lot Cathay Pacific do Wietnamu – dokładnie do Ho Chi Minh.

Lot do Wietnamu ✈️🇻🇳

Za bilet w dwie strony z Dubaju do Ho Chi Minh zapłaciliśmy 1450 PLN na osobę. Cena obejmowała bagaż rejestrowany i posiłek, a Cathay Pacific, linie z Hongkongu, zadbały o nasz komfort. W Hongkongu mieliśmy kilkugodzinną przesiadkę i ambitny plan: szybkie zwiedzanie. Niestety, plan rozbił się o deszczową rzeczywistość i naszą walkę z jet lagiem. Zamiast eksploracji miasta wybraliśmy siedzenie na lotnisku.

#wietnam #lotydowietnamu #vietnam #turkishaitlines #cathaypacific #lotniczetipy #taniebiletydoazji #taniebiletydowietnamu #biletydosajgonu
Instytut Oceanografii w Nha Trang, jedno z najstar Instytut Oceanografii w Nha Trang, jedno z najstarszych centrów badawczych w Wietnamie, zaprasza na niezwykłą podróż w głąb oceanu. A dokładniej – w głąb starego budynku pełnego ryb, formaliny i lekkiego chaosu. Brzmi jak coś dla was? No to zaczynajmy!

Wchodzimy do środka. Tutaj zaczyna się prawdziwa podróż, która bardziej przypomina wycieczkę do muzeum z czasów naszego dzieciństwa niż nowoczesne centrum edukacyjne.

Co znajduje się wewnątrz?🐠🦈🐙🪼
 • Akwaria – kilka pomieszczeń z małymi zbiornikami, w których pływają ryby, koralowce, a czasem coś, co wygląda jak mieszanka obu. Nie spodziewajcie się oceanicznego spektaklu na miarę dubajskiego akwarium – to raczej skromna prezentacja lokalnej fauny morskiej. 
 • Wypchane stworzenia morskie – tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Rekiny, żółwie, a nawet wieloryby w wersji „po życiu” czekają na was w szklanych gablotach. Niektóre eksponaty są imponujące, inne wyglądają, jakby miały za sobą długą i bolesną podróż przez czas. 
 • Zbiory w formalinie – jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda ośmiornica w słoju, to macie okazję się przekonać. Kolekcja jest imponująca, ale trochę przypomina gabinet osobliwości z XIX wieku. Może i niezbyt nowoczesne, ale na pewno oryginalne.

Ile to kosztuje?💵
Wstęp kosztuje zaledwie 40 000 VND (około 7 zł) za osobę dorosłą i 20 000 VND (około 3,5 zł) za dziecko.

Jak się tam dostać?🚍🛵
Instytut znajduje się około 6 km od centrum Nha Trang. Najłatwiej dojechać  taksówką. Jeśli wolicie spacer, przygotujcie się na trochę wysiłku w tropikalnym słońcu (przetestowane). Fajnie idzie się plażą. Później, na ostatnie km, lepiej wziąć taksówkę.

#nhatrang #nhatrangvietnam #nhatrangzdzieckiem #wietnamzdzieckiem #polacywwietnamie #muzeumwwietnamie #wietnamskie #wietnam2024 #urlopwwietnamie #wakacjewwietnamie
W cieniu betonowych hoteli i gwaru skuterów w Nha W cieniu betonowych hoteli i gwaru skuterów w Nha Trang, znajdujemy Świątynię Long Son – miejsce, które łączy duchowość, architekturę i odrobinę wysiłku fizycznego.

Świątynia Long Son, znana także jako Pagoda Białego Buddy, została zbudowana pod koniec XIX wieku, choć obecny wygląd to efekt wielu remontów. 

Aby dotrzeć do najsłynniejszego punktu Long Son – wielkiego, siedzącego Białego Buddy – musimy wspiąć się po 152 schodach. Brzmi niewinnie? Poczekaj, aż poczujesz wietnamską wilgotność. 

Po drodze zatrzymujemy się przy Leżącym Buddzie - i tak, jest tak spokojny, jak tylko można sobie wyobrazić. Posąg przedstawia Buddę w momencie nirwany – czyli w stanie, który można osiągnąć, gdy przestajesz przejmować się szaleńczym ruchem w Nha Trang. To świetny moment, by złapać oddech (lub wymyślić pretekst, żeby już nie iść dalej).

Na szczycie wzgórza czeka na nas nagroda: gigantyczny, 24-metrowy posąg siedzącego Buddy Gautamy na lotosowym tronie. Widoczny z wielu części miasta, ten posąg jest nie tylko symbolem Long Son, ale też Nha Trang jako całości.

#wietnam #nhatrang #nhatrangzdzieckiem #świątyniawnhatrang #wakacjewwietnamie
Po dotarciu kolejką linową (tak, tą jedną z najdłu Po dotarciu kolejką linową (tak, tą jedną z najdłuższych nad wodą – 3,3 km), stajemy na ziemi Hon Tre i mamy ochotę krzyknąć „wow”. 
Palmy, szerokie chodniki, perfekcyjnie ułożona kostka i uśmiechnięta obsługa w firmowych uniformach. Ale zaraz… Gdzie ci wszyscy ludzie? Mimo popularności miejsca, wydaje nam się, że spacerujemy po lekko opustoszałym planie filmowym.

Po jakimś czasie spędzonym w kraju, gdzie skutery to przedłużenie nóg, a przepisy ruchu drogowego są raczej sugestią a nie regułą, Hon Tre jawi się nam jako dziwna, niemal surrealistyczna oaza. Wyobraź sobie – ani jednego skutera! Żadnych trąbiących klaksonów, żadnego ryzyka, że wjedzie w Was skuterzysta, który jednocześnie rozmawia przez telefon, wiezie dwie osoby oraz kurczaka w klatce. W zamian dostajemy chodniki. Tak, chodniki – i to takie, po których naprawdę można chodzić.

Nie ma się co oszukiwać – Hon Tre to miejsce, gdzie ryzyko zostało wyeliminowane do zera. Chcesz przejść przez ulicę? Proszę bardzo, nie ma ulic. Masz ochotę na dreszczyk emocji? Musisz poszukać go w parku rozrywki VinWonders, bo spacerując po wyspie, możesz co najwyżej potknąć się o własną nogę.

Hon Tre to Wietnam na sterydach – piękny, idealny, ale trochę… sztuczny:)

#wietnam #wietnamzdzieckiem #wyspawietnam #nhatrangatrakcje #hontre #hontre
Instagram

Dołącz do naszej grupy na FB: Tanie loty i wczasy – same rarytasy :)

grupa na fb
© 2026 Okulary Na Świat | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme